Jak rozmawiać z dzieckiem o chorobie rodzica? (Moje doświadczenia z 7-latkiem)

Jak rozmawiać z dzieckiem o chorobie rodzica? (Moje doświadczenia z 7-latkiem)

Pierwszą rzeczą, jaką zrozumiałam, było to, że dziecko widzi więcej niż myślimy.

Można mówić półsłówkami. Można udawać spokój. Można „chronić”.

Ale siedmiolatek i tak czyta twarz. Ton głosu. Ciszę w domu.

Nie da się ukryć choroby rodzica.

Można jedynie zdecydować, w jaki sposób o niej opowiemy.

Nie mówiłam wszystkiego. Mówiłam prawdę.

Nie używałam słów, które brzmią jak raport z sali operacyjnej.

Nie opowiadałam o mililitrach, niedokrwieniu, parametrach.

Mówiłam prosto:

„Tata jest bardzo chory. Lekarze mu pomagają. To poważne, ale robimy wszystko, co się da.”

Dziecko nie potrzebuje szczegółów medycznych.

Potrzebuje wiedzieć trzy rzeczy:

– czy to jego wina,

– czy ktoś nad tym panuje,

– czy świat nadal jakoś stoi.

To jest fundament rozmowy.

Najważniejsze zdanie, które trzeba powiedzieć

„To nie stało się przez ciebie.”

Dzieci myślą magicznie.

Potrafią łączyć kropki, których my nie widzimy.

„Bo pokłóciłem się z tatą.”

„Bo byłem niegrzeczny.”

„Bo źle pomyślałem.”

Jeśli tego nie nazwiesz, wypełnią lukę własną narracją.

A ich wyobraźnia bywa okrutna.

Nie udawałam, że wiem wszystko

Były pytania, na które nie miałam odpowiedzi.

„Czy tata umrze?”

„Kiedy wróci?”

„Czy będzie taki jak wcześniej?”

Nie mówiłam: „na pewno będzie dobrze”, jeśli nie byłam tego pewna.

Mówiłam: „Nie wiem. Lekarze robią wszystko, żeby pomóc. A my jesteśmy razem.”

Dziecko nie potrzebuje fałszywej pewności.

Potrzebuje stabilnej osoby obok.

Emocje dziecka nie wyglądają tak, jak się spodziewasz

Były dni, kiedy syn żartował.

Były dni, kiedy był wściekły o byle co.

Były dni, kiedy przeklinał pod nosem.

I w pierwszym odruchu chciałam powiedzieć: „Teraz nie jest czas.”

Ale właśnie to był czas.

Dziecko nie przestaje być dzieckiem dlatego, że rodzic jest w szpitalu.

Mózg chroni się normalnością.

Szkoła. Lego. Głupie teksty.

To nie brak empatii. To regulacja.


Konkret daje bezpieczeństwo

Zamiast „zobaczymy”, mówiłam:

„W sobotę jedziemy do szpitala.”

„Tata teraz dużo śpi, bo jego mózg się regeneruje.”

„Dziś lekarze zrobili badanie.”

Nawet małe informacje budują poczucie, że świat ma strukturę.

Dziecko potrzebuje ram, kiedy dorosły świat się rozpada.

Czego nauczyła mnie rozmowa z 7-latkiem

Że nie muszę być ze stali.

Że mogę powiedzieć „jest mi trudno”.

Że siła to nie brak łez, tylko obecność.

I że rozmowa z dzieckiem o chorobie rodzica to nie jest jedna rozmowa.

To proces.

Wracają pytania. Wracają emocje.

Trzeba wracać z odpowiedzią.

Jeśli jesteś w podobnym miejscu

Nie czekaj, aż sytuacja „się unormuje”, żeby porozmawiać.

Nie licz, że dziecko „samo się domyśli właściwej wersji”.

Dziecko i tak buduje historię.

Twoją rolą jest pomóc mu zbudować ją na prawdzie, nie na lęku.

Nie musisz mieć idealnych słów.

Musisz być.

A czasem „być” oznacza:

usiąść obok, wziąć małą dłoń i powiedzieć:

„Nie wiem, jak to się skończy. Ale przejdziemy przez to razem.”

I to jest więcej, niż myślisz..

Read more