Pacjent jako numer w kolejce..
Najbardziej zaskakujące nie było to, że system jest przeciążony.
Najbardziej zaskakujące było to, że system nie myśli w całości.
System leczy etapami.
Oddział neurochirurgii patrzy na operację.
Oddział neurologii patrzy na funkcje.
Rehabilitacja patrzy na ruch.
Interna patrzy na parametry.
Każdy fragment jest poprawny.
Problem w tym, że nikt nie widzi całego człowieka jednocześnie.
A choroba nie dzieje się fragmentami.
Zmiana jednego elementu wpływa na drugi.
Zabieg wpływa na farmakologię.
Farmakologia wpływa na świadomość.
Świadomość wpływa na rehabilitację.
To jest układ naczyń połączonych.
W teorii system to wie.
W praktyce działa liniowo.
I wtedy rodzina zaczyna pełnić funkcję łącznika.
To my mówimy:
„Po wprowadzeniu tego leku pojawiła się taka reakcja.”
„Po zabiegu zmieniło się zachowanie.”
„Ten objaw nie występował wcześniej.”
To my łączymy kropki między oddziałami.
Nie dlatego, że jesteśmy mądrzejsi.
Dlatego, że jesteśmy jedynymi, którzy widzą całość.
System jest zorganizowany wokół procedury.
Rodzina jest zorganizowana wokół człowieka.
I tu zaczyna się napięcie.
Bo kiedy pytasz:
„Czy można to zrobić inaczej?”
system słyszy:
„Podważasz autorytet.”
A Ty wcale nie podważasz.
Ty próbujesz myśleć szerzej.
To nie jest walka z lekarzami.
To jest walka z bezwładnością schematu.
Najtrudniejsze jest to, że odpowiedzialność jest asymetryczna.
Jeśli rodzina nie dopilnuje, coś może zostać przeoczone.
Jeśli system przeoczy ,to wciąż jest „błąd w toku leczenia”.
Dlatego rodzina staje się rzecznikiem.
Nie z ambicji.
Z instynktu.
Bo kiedy życie kogoś, kogo kochasz, zależy od detalu,
zaczynasz widzieć detale ostrzej niż kiedykolwiek wcześniej.
I wtedy rozumiesz coś bardzo niewygodnego:
System jest strukturą.
Ale zdrowienie jest procesem.
A proces wymaga myślenia, nie tylko procedury..