Trauma w tej rodzinie nie krzyczy.
Trauma w tej rodzinie nie krzyczy.
Ona siedzi przy stole i robi kanapki.
Smaruje masło.
Kroi ogórka.
Pilnuje, żeby dziecko zjadło przed szkołą.
Wszystko wygląda normalnie.
A nie jest.
Bo gdzieś obok jest człowiek, który był filarem,
a teraz nie jest w stanie unieść samego siebie.
I nikt nie mówi głośno, co to robi z resztą.
Dziecko zaczyna się gubić.
Trochę bardziej nerwowe.
Trochę mniej skupione.
Trochę „nie takie jak trzeba”.
I nagle świat zaczyna je poprawiać.
Szkoła widzi zachowanie.
Nikt nie widzi napięcia, które nie ma gdzie pójść.
Bo trauma w tej rodzinie nie wygląda jak trauma.
Ona nie rozwala ścian.
Ona zmienia wszystko po cichu.
W rozmowach, których się nie kończy.
W spojrzeniach, które uciekają.
W zmęczeniu, które nie przechodzi po nocy.
I w dziecku, które próbuje to wszystko unieść,
chociaż nikt go o to nie pytał.
Pyta, czy jestem dumna,
ale mówi to tak, jakby już znał odpowiedź.
Ja też długo patrzyłam na objawy.
Na to, co trzeba „naprawić”.
A potem zobaczyłam coś dużo bardziej niewygodnego.
Że to nie jest problem z dzieckiem.
To jest reakcja na coś, co przerosło nas wszystkich.
I od tego momentu przestałam pytać:
„co jest z nim nie tak?”
Zaczęłam pytać:
„co on próbuje unieść za nas?”
Jeśli jesteś w podobnym miejscu - widzę Cię.
I wiem, jak cicho potrafi wyglądać coś, co w środku robi tyle hałasu..